piątek, 30 grudnia 2011

Świąteczny SAL- koniec

Dosłownie 10 minut temu, jeszcze ciepłe ;) skończyłam dziergać:


Nie wiem jeszcze co z nim zrobię. Zaraz będzie prany i krochmalony. Najprawdopodobniej skończy jako obrazek. Marzyła mi się poduszka, ale w moim domu rządzą koty, które... uwielllbiiaaająąą poduszki...
Bardzo dziękuję za wspaniałą zabawę, która doceniłam dopiero pod sam koniec niestety, ale, jak to się mówi lepiej późno niż... itd
Dziękuje Organizatorkom, a w szczególności Ani Aploch za wspaniałą organizację! Świąteczne SAL-e maja w moim sercu miejsce szczególne i dopóki będą organizowane, dopóty będę brać w nich udział. Tak, tak Aniu, to jest moje zgłoszenie na przyszły rok. Ale jaki to będzie rok! Koniec SAL-a będzie wyznaczał... aaaaaaaaaaaaa! ;) ;) ;)
Dobra, może jednak do tego czasu uda mi się popełnić jeszcze parę obrazków, parę rozgrzebać i nie dokończyć i parę zaplanować do dziergania na niebieskich łączkach ;) ;) ;)
Czego i Wam moi Kochani życzę na ten Nowy Rok!

P.S. Wszystkie etapy powstawania są TU

wtorek, 27 grudnia 2011

Jesienny SAL dyniowy (4)

W ostatniej chwili uświadomiłam sobie, że dziś jest wtorek a nie poniedziałek!


Jest to przedostatnia odsłona dyni Zdjęcie zrobione o północy. Dynia skończona czeka na pranie i oprawców. Do oprawców zanieść ją chcę jeszcze w starym roku ;)

Co się tyczy Świąt... to jeszcze takich nie miałam. Były pod znakiem śmierci i pogrzebów... 23 zmarł sąsiad- dusza człowiek, pochowaliśmy Go w drugi dzień Świąt. W pierwszy dzień Świąt odeszła znajoma... Pogrzeb w piątek.
Przed Świętami zapadłam na tzw grypę trzydniówkę i dosłownie nie mogłam patrzeć na jedzenie, w związku z powyższym na Święta nie przygotowałam kompletnie nic. Na szczęście Mama wyręczyła mnie w pracach...
Zaiste dziwny czas...

niedziela, 18 grudnia 2011

Braterska miłość jest niesamowita!

Wczoraj poczułam magię świąt i umyłam wszystkie okna ;)Korzystając z okazji Skrzypć postanowił popróbować jak smakuje płyn do mycia szyb i zaraz potem ślinił się na potęgę! Matko kochana myślałam, ze zawału dostanę, przekonana,że zatrułam kota! Na całe szczęście zapytałam wujka Googla co na ten temat myśli i mnie uspokoił. Miał się wg niego ślinić najpóźniej do rana. Rzeczywiście. Wujek jak zwykle miał rację ;)

Mruczuś pocieszał Brata najlepiej jak mógł...


Muszę Wam powiedzieć, że okrutnie mnie takie zdjęcia rozczulają...

A ja? No cóż... Czekam na katar i galopujące suchoty, gdyż okna myłam w stroju mocno niefrasobliwym...

piątek, 16 grudnia 2011

Pytanie (poprawione lepsze do czytania)

Czy Wy też, moi ukochani Podczytywacze, widzicie na moim blogu takie male tełko na środku a dookoła białe??? Czy tez może przywlókł mi się do komputera jakiś złośliwy świrus? Zmieniałam z poprzedniego, bo był malutki. Ten był chwilę dobry a teraz znów! A ja informatyczne zero jestem... Powiedzcie, drodzy moi, co robić?

Jeśli chodzi o dzierganie to i owszem dzierga się:
1. Dynia z SALu jesiennego jest skończona, ale już drugi wtorek mi śśśśśmignął jak talala, a one tylko we wtorki.
2. Dla Devorgilli pseudo poduszka, która stała się obrazkiem czeka na dzień, żeby ją/go sfocić. Najbliższy dzień będzie w Wigilię...
3. Świąteczny SAL już widać! Na czerwonej kanwie białym usiłuję. Nawet idzie, ale złapałam się na tym, ze zawirusowane mam komputery w pracy i drukarka wydrukowała jakieś cudaczne rzeczy zamiast wzoru z jednej strony. Zaczęłam od innej na wszelki wypadek.

W pracy nowe wyzwanie, które spędza mi sen z powiek... "Szkoła z klasą 2.0", miłościwie przemilczę co na ten temat myślę, bo jeszcze by mi sprawę ktoś wytoczył a po co mi to ;) W każdym razie po powrocie z pracy wgryzam się w temat a on powoli zagryza mnie.
I, jak to powiedziała moja ulubiona pisarka "Im dalej w las tym większy kryminał" Ktoś wie o kim mówię?

A tak w ogóle to noszę się z zamiarem napisania całkiem niedziergaczej notki o moim współczuciu dla współczesnych dzieci i o radości bycia starą... Ale to może inną razą, jak mawiał z kolei Wiech...

Ludzie słodcy czy Wam też tak leci czas? Dajmy na to hipotetycznie jest poniedziałek, potem gdzieś lekko zamajaczy środa i już piątek! Weekend taktownie przemilczę, ale doszły mnie słuchy, ze jakieś święta niedługo? Kruca bomba, całkiem niesprawdzone źródła mówią coś o przyszłym tygodniu!

Nie no, cholibka, ja to jeszcze mentalnie w październiku jestem...

Edit: Zlikwidowałam całkiem tła od Nessy, ale jest mi niezmiernie żal... Takie ładne były... Teraz da się czytać...

piątek, 18 listopada 2011

Nowy SAL...

Mówiłam...
PROSIŁAM!
Żeby mi zabrać net ;)
Nikt nie zabrał, nikt nie uratował ;)
Tak to jest na Was liczyć ;) ;) ;)

No to zapisałam się na nowy SAL u Tami

Jedyne co mnie w tej sytuacji ratuje to to, że zaczyna się on w styczniu ;)

No ale sami powiedzcie... No nie dało się przejść obojętnie obok KAWOWEGO SAL-u


Wyszywamy we własnym tempie. Zdjęcia publikujemy na blogach co 2 tygodnie w poniedziałki od 9 stycznia 2012

niedziela, 13 listopada 2011

Forumowy SAL Liściopadowy ;) ;) ;)

Na całe szczęście wyrobiłam się jeszcze w Liściopadzie ;)
Wyszedł był mało jesienny, ale to może dlatego, ze wszystkie listki dawno już opadły i zostały zutylizowane... Ten się był ostał i żeby się uchronić przybrał barwy zimowe???
Kto wie. Za listkami nie zdążysz
Dziękuję Wam za wspaniałą zabawę. Nie mam pomysłu co dalej zrobię z tym listkiem, dlatego narazie w takiej formie powędruje do szuflady. Oczywiście zdjęcie zrobione w sztucznym swietle, kanwa jest niemilosiernie wymiętolona, ale przecież, jak mawiają politycy, nie spierajmy się o dyskusje ;) Dziś niedziela i nie ma czasu na głupoty. Trza zamieszczać ;)


Pogoda postanowiła wrócić do normy i przydeptała słupek temperatury. Zaczęły się już całkiem na serio dłuuugie zimowe wieczory.... ggrrr... Z całego serca ich nie cierpię! Nie cierpię nie cierpieć!Niech ktoś mi wróci lato, please!

Tymczasem lecę kończyć dynię!

czwartek, 3 listopada 2011

A Dictionary of Homes (9)

Rzutem na taśmę, bo jutro, hmm to jest DZIŚ jestem umówiona z KasiąS na przekazanie wyszytych TRZECH RR-ów. Tym samym w tydzień załatwiłam pół roku, bo na wyszycie jednego domku mieliśmy 2 miesiące. I tak na ten przykład deadline tegoż poniżej był do marca 2012.
Jak ten czas leci, nieprawdaż? ;) ;) ;)



Wyszywało się fajnie, ale teraz to już naprawdę muszę zmykać spać. O 6.00 rano znów zadzwoni ten (grr...) budzik...

A! Dziś Wędraś "Przyroda i ja" powędrował do Minimysz (hip hip! Hurra!)

wtorek, 1 listopada 2011

Jesienny SAL dyniowy (3)

Nie zdążyłam... Bywa. Halloween witała dynia z dziurą w środku. W sumie jakby nie patrzyć wpisała się w konwencję ;) Choć nie krwawiła z tejże ;)


Ten tydzień będzie dla mnie bardzo zabiegany. Zaczynają się (i kończą) ;) 15 Targi Książki w Krakowie. Uwwielllbiammm!!!! Kocham! Nie mogę żyć bez takich imprez! Oczywiście będę uczestniczyć. ;). Zawodowo to dla mnie najważniejsza impreza roku.
Tak sobie myślę, że naprawdę jestem szczęściarą. Bo móc wykonywać zawód, który się kocha, to nie praca, a wieczne wakacje. A największa impreza branżowa to jak wisienka na torcie.
Tak więc mogę być albo szczęściarą, albo kompletna wariatką ;) Mogę być też 'wash and go' dwa w jednym. Chrzanić ;) ;) ;)

Robótkowo będzie nędza.

P.S.
Jak Wam się podoba mój nowy szablon? Nessa jest niesamowita, prawda?

wtorek, 25 października 2011

A Dictionary of Homes (4)

No! Się Susan rozszalała normalnie! DWA posty w ciągu JEDNEGO dnia! No takich cudów to tutaj NIGDY nie było!

Czynię tak, albowiem doskwiera mi wielka ilość zaległości jakich sobie narobiłam. Dla przypomnienia, mam w domu obecnie 3 RR i zapisałam się na 3 SAL-e...
Dwa z RR są już zrobione i w czwartek polecą do KasiS! Kasiu, czy ja Ci to mogę wysłać w jednej kopercie, czy też boimy się poczty?
No i z wielką radością podjęłam wreszcie działania w dwóch SAL-ach jesiennych. Znaczy posuwa się. Work in progres znaczy się. Howgh!

Z tej wielkiej radości obiecałam pomóc Devorgilli w wyszywaniu i mam do Świąt wyszyć DWIE poduchy celtyckie! Dajcie mi młota! Weźcie ode mnie Internet, niech ja już nigdzie się nie zapisuję!

Głupota ludzka nie zna granic ni kordonów, jak słowo daję...

Ale do rzeczy:

Ato, Twój domek po prostu sam się wyszywał! Bajka! Dziergałam nawet w pociągu ;) Normalnie jak na głodzie ;)




A! I zapisałam się na candy:

Jesienny SAL dyniowy (2)

Postanowiłam doprowadzić się do porządku i przynajmniej jednego Salu pilnować jak należy ;) Powoli ogarniam chaos robótkowy jaki sobie zafundowałam. Jeden z trzech RR już wykonany, prawie pół dyni jesiennej jest. Chciałabym ją mieć na Halloween a on już za tydzień!!! No nie wiem, nie wiem... Oprawić nie zdążę, ale uwielbiam wszelkie deadline, które zmuszają mnie do maksymalnego sprężenia. Może chociaż wydziergam...



No i oczywiście złośliwie się pomarańczowa nitka skończyła ;) Koło sklepu odpowiedniego będę dopiero koło soboty ...

A Dictionary of Homes (8)

Dziwna numeracja mi się porobiła ;) Ale takie są, Kochani moi, fakty. Ostatni wyszywany w czerwcu był trzeci.
Kanwa Anek-73 dotarła do mnie w połowie sierpnia i nabierała odpowiedniej mocy prawnej ;) No nie szło mi. Potem przyleciały jeszcze 2 kanwy (KasiS i Aty), no i trzeba było coś z tym faktem zrobić. Na kanwie Aty mam wyszyć 4 domek, ale ta kanwa przyszła do mnie jako ostatnia. Postanowiłam zatem obrać kolejność 8-4-9, czyli Anek-73-Ata-KasiaS.

Domek Anek jest już gotowy. Jeszcze wpis do dzienniczka i poleci. Może koło czwartku, bo wcześniej rozmijam się z poczta godzinami pracy.

Oczywiście się rąbnęłam i powieliłam błąd Aty. Wyszyłam tło dwoma nitkami. Jako, że zaczęłam od tła szlag mnie trafił. Odłożyłam na dwa dni. Chodziłam jak pies koło jeża. Po tym czasie doszłam do wniosku, że jak spruję i zacznę od nowa, to ta kanwa poleży u mnie jeszcze ze 2 miechy. Trudno.
Dokończyłam. Najwyżej mnie Anek potraktuje z buta. Dzielnie nadstawię policzek vel poproszę o odesłanie do poprawki ;) ;) ;)

Do rzeczy zatem:


czwartek, 20 października 2011

Weekendowa zima...

Ostatni weekend spędzałam na wyjazdowej imprezie szerzej znanej jako "integracyjna".
W tym sezonie zimę uznaję za odfajkowaną. Ogłaszam wszem i wobec: TERAZ OCZEKUJĘ WIOSNY!






Oto gdzie się tak odstresowywałam:


Uczciwie przyznać muszę, że ośrodek pierwsza klasa. Każdemu polecam w Bukowinie Tatrzańskiej "Stasindę".

Co do SAL-i i RR-ów

Dyni jest już pół.Liść zaczęty. Do świątecznego kanwa rozrysowana i narazie same wątpliwości mam czy dobra.
Dostałam RR Anek-73 (już połowa jest wyszyta), KasiS, i Aty.
Rzuciłam w kąt Sale i wzięłam się za domki. Czas się wściekł i leci na złamanie karku. Dopiero był poniedziałek a już jutro piątek. Weekend poza domem... Wieczorami padam na twarz ze zmęczenia. Kochani wszystko postaram się skończyć, RR-y wysłać jak tylko wyszyję. Postaram się szybko, ale pewnie ze 2 tygodnie to jeszcze potrwa. Przestałam kontrolować czas, co mnie martwi. Już teraz wiem, że nie powinnam się zapisywać na Sale, w których trzeba pokazywać efekty w określone dni tygodnia. "Niedasie". No po prostu "niedasie" w moim przypadku. Niedziele spędzam zawsze poza domem, a we wtorki wracam bardzo późno do domu. Trudno, złamię regulamin i będę pokazywać wtedy kiedy będę mieć czas. Inaczej pewnie nigdy mi się nie uda trafić. Przepraszam Cię mamuśka-73...

wtorek, 18 października 2011

Jesienny SAL dyniowy (1)


I osobisty Mruczący Pomocnik ;)

niedziela, 2 października 2011

Post od SAL-a do SAL-a

Niemoc twórcza trwa :( Aby temu zaradzić, tak jak dwa lata temu zapisałam się na świąteczny SAL organizowany przez naszą kochaną Anię Aploch. Pomogła już kiedyś, pomyślałam, że może pomoże i teraz...
Zapisywać się ciągle można a co będziemy dziergać okaże się soon. Głosowanie było do końca września a propozycje kuszące ojjj kuszące!!!
Głosowałam na takie:



Jak się tak zapisałam na ten świąteczny, to tak sobie chodziłam po Waszych blogach i natrafiłam na Jesienny SAL organizowany przez mamuskę73. Dynia, która spowodowała drżenie mojego dziergaczego serca spowodowała również to, że się zapisałam... Od przybytku ponoć głowa nie boli...


Następnie weszłam sobie sprawdzić pocztę emailową i co widzę? Zaproszenie na jesienny SAL organizowany przez zaprzyjaźnione forum a właściwie przez... mamuske73! O żesz kruca bomba! No stwierdziłam, Susan daj se na wstrzymanie na bobka świętego! Nie zapisuj się bo nie podołasz! Babo przypominam, niemoc twórczą przeżywasz, i jeden! Słyszysz! JEDEN SAL miał Cię z tego wyciągać a nie fafnaście!!! Niestety należę do osób, które działają szybciej niż pomyśli głowa... i kiedy już stwierdziłam, że może rzeczywiście nie zapiszę się, to moje palce już wciskały "publikuj" ze zgłoszeniem ofkors! Liść dziergamy, tylko wzór dla orłów czy innych sokołów okrutnie niewyrazisty jakiś ;) Spróbuję...


Kochane Organizatorki! Uczciwie powiem: NIE WIEM CZY PODOŁAM, ale dołożę wszelkich starań. Obiecuję... Niemoc to bardzo trudna sprawa jest...


I teraz muszę sobie uporządkować:

Świateczny: Publikujemy kiedy w duszy śpiewa,
Dynia: początek 1 październik 2011, postępy publikować co wtorek!
Liść: początek 1 październik 2011 publikować postępy co niedziela.

Dziś niedziela więc narazie informacyjnie: Rozrysowana kanwa (DMC 10 w kolorze surowego lnu), wydrukowany wzór, i wybrana mulina w kolorze białym. Zawsze chciałam mieć taki obraz więc się trafiła okazja. Mam dylemat bo wyszło mi to dość duże. Nie mam niestety mniejszej tej kanwy a i lnu takoż. Paprobujem uwidim. Możliwe, że jak zacznę i stwierdzę, że bez wódki nie razbieriosz zmienię na białą mniejszą.

***************

Jeszcze na koniec ( o ile ktokolwiek dotrwał do końca) mała moja refleksja... Jestem bardzo mile zaskoczona i chciałabym bardzo podziękować wszystkim zaglądającym! Ostatnie moje posty widocznie wskazują na postępującą niemoc twórczą i są mało dziergacze. Potem zapadło prawie 2 miesięczne milczenie bez słowa wyjaśnienia. Niezbyt eleganckie z mojej strony, szczerze powiem. A mimo to codziennie! każdego dnia przedłużającego się milczenia od 10 do 20 osób tu zaglądało!
Mało tego! PRZYBYWAŁO OBSERWATORÓW!!!
Naprawdę nie ma takich słów, które wystarczą, aby w pełni Wam za to podziękować!
Tylko Wy wiecie, że...


Dziękuję!

sobota, 20 sierpnia 2011

Między słowami czyli Sin City...

Ten post jest odpowiedzią na ogłoszone Candy Mimochodem



15 sierpnia. Święto państwowe i kościelne, a co się z tym wiąże wszystko co żywe zamknięte. Naród świętuje, grilluje i jak przystało na sierpień pije bez umiaru.
My także postanowiliśmy iść z postępem, czasem i osiągnięciami i zaprosiliśmy znajomych na grilla do naszego dość zachwaszczonego Kju. Jako, że postanowiłam przy okazji dać upust swoim kulinarnym pasjom postanowiłam, oprócz zwykłej kiełbachy, zaserwować inne wymyślne dania. Mianowicie postanowiłam upiec placek. Wiem, dla niektórych to jest zwykła rzecz. Dla mnie nie jest. Umiem piec tylko jeden i ten właśnie miał się pojawić na grillowym stole.
AAAAAAby upiec placek... należy posiadać określone w przepisie składniki. Takim podstawowym jest mąka. Nie miałam mąki.

- Osobisty błagam Cię przypomnij mi, żeby kupić kilo maki!- prosiłam w niedzielę (!) moje życiowe (nie)szczęście ;)
- Dobra, niech Ci będzie- odpowiedział z dość mało wyraźnym entuzjazmem - a co będziesz z niej robić? Nie słyszałem o metodzie wsypywania jej do kociej kuwety celem likwidacji zapachu- znając moje podejście do pieczenia nawet nie przypuszczał jakie go czeka szczęście.
- Placek upiekę.
- !!!!???? Ok masz jak w banku!- trudno mu było ukryć radość, bo placek w naszym domu to zaiste niczym na targu staroci biały kruk.
Jak przystało na niedzielę, podobnie jak większość prawdziwych katolików udaliśmy się do hipermarketu na zakupy.
- Pamiętaj! MĄKA!- Osobisty od jakiejś godziny powtarzał jak mantrę.
- Dobra, dobra, za chwilę- odpowiadałam ja, bo już jakoś odechciewało mi się piec.
- Maka...
- Ok, ok,...
- Maka, pamiętasz?
- Tak, tak...
Osobisty wiedziony jakimś wewnętrznym instynktem poleciał szukać mąki. Coś czuł, że jak sam nie dopilnuje to nici z placuszka, a doświadczenie wieloletnie mu mówiło, że jak już padło magiczne słowo to nie należy go tak zostawiać samopas...
Przytargał trzy rodzaje.
- Ta, ta, czy ta?
- Ta.
- OK.!!!- "placuszek, placuszek, placuszek tralala" podśpiewywał sobie wcale nie w duchu, powodując moją wyraźnie rosnącą agresję na myśl o pieczeniu...
Oprócz rzeczonej mąki zostały zakupione ofkors inne produkty nie tylko do naszego gospodarstwa domowego. Zwyczajowo zaopatrujemy tez moją Mamę.
Późnym wieczorem zajechaliśmy pod dom, wypakowaliśmy naszą część zakupów i poszliśmy spać.
Rano wstałam, wypiłam kawę i przystąpiłam do prac kuchennych. Postanowiłam zacząć od placka.
- Osobisty, gdzie mąka?- zapytałam przeglądając wszystkie możliwe miejsca jej ukrycia (złośliwego rzecz jasna)
- Nie wiem...- powiedział na wpół przez sen Osobisty- Leży tam...
- Gdzie?
- No tam...
- Gdzie???
- No w kuchni...
- Osobisty nie wkurzaj mnie, nie ma jej w kuchni!
- Ale jak to nie ma?
- No po prostu NIE MA!!!Może została w samochodzie. Dzwoniłam do Mamy i w jej zakupach nie było.Zejdź proszę do samochodu, może została.
- (...Grrr...) To zejdź ty...
- (...Grrr...) Nie chce mi się. Poza tym jak zejdę i wyjdę to już mi się odechce piec.

No to był argument. Osobisty mamrocząc niewybredne wyrazy ubierał się niespiesznie. Przez jego nie o końca obudzana głowę niemrawo przechodziły myśli o tym jakże ciężkim męskim życiu, w którym, żeby zjeść kawałek wytęsknionego placka, trzeba się tyle nacierpieć...
Rzeczona mąka, przedmiot licznych ludzkich zabiegów, pożądań, chęci i zaniechań, leżała sobie w ciszy i spokoju blokowego parkingu w samochodzie marki takiej to a takiej w jednorazowej sklepowej reklamówce w towarzystwie piwa marki Warka Strong... Do czasu jednak...
Osobisty od razu zauważył, że coś jest nie tak. Nie wiedział czy zasugerował mu to spory tłumek gapiów dookoła jego własnego samochodu, czy tez odłamki szkła walające się wokół...

- JASNA (...Grrr...) (...Grrr...) (...Grrr...) CHOLERA!!!!! TWOJA (...Grrr...) (...Grrr...) (...Grrr...) MĄKA!!!! NA (...Grrr...) (...Grrr...) (...Grrr...) NAM ONA!!!! I TAK (...Grrr...) (...Grrr...) (...Grrr...) NIE BĘDZIE PEWNIE TEGO (...Grrr...) (...Grrr...) (...Grrr...) PLACKA!!!

Jak się potem okazało piwo wiadomej marki, zauroczyło do tego stopnia panów przechodzących MIMOCHODEM ;) ;) ;) , że postanowili się ochłodzić. W tym celu użyli sporej lipowej gałęzi pozostałej po ścince wykonanej kiedyś tam. Kiedyś tam zaniechanie panów z zieleni miejskiej poskutkowało kolejnym rozbojem. Wszak pozostawiona samopas gałąź to po prostu kusi. Leży i kusi niczym panienka pokazująca wydekoltowane wdzięki aż prosi się o... No nie ważne.
Potem była Policja. Gapie już byli wcześniej. Świadkowie. Spisywanie. Mechanicy, którzy 15 sierpnia grillowali w świętym spokoju.
I goście, którzy przyjechali na grilla do Kju.
Zjedli oni kiełbaskę, wypieczone skrzydełka, a na deser placek...

Tak, upiekłam go.

Wszak trzeba pamiętać, aby dzień święty święcić...


Polacy to zawsze maja pecha ;) (to moja muzyczna ilustracja)

piątek, 12 sierpnia 2011

Siedem prawd... jak siedem życzeń

Przemiłe wyróźnienie dostałam od Tiny i Emocji Dziękuję dziewczyny!


Muszę teraz sprostać paru "prostym" zasadom ;)

Zasady:
1) umieścić podziękowanie i link do blogera, który przyznał nagrodę (OK) 2) skopiować i wkleić logo na swoim blogu (OK)
3) napisać o sobie 7 rzeczy (o mój bobku!)
4) nominować 16 innych blogerów (nie można nominować blogera, który Wam przyznał nagrodę) (o rany koguta aż 16?!)
5) napisać im komentarz by dowiedzieli się o nagrodzie i nominacji. (OK - bułeczka z masełkiem) ;)

No to jedziemy z koksem. Siedem prawd jak siedem życzeń...

ATOR! ATOR!

1) Uwielbiam wszelkiej maści dzierganki, i to naprawdę nie ma znaczenia czy mam akurat w tym kierunku zdolności czy też nie, poprostu MUSZĘ spróbować wszystkiego...

2) Uwielbiam zwierzęta i naprawdę nie ma znaczenia, ze pies to nie kot a ptak to nie pies, a rybka nie mówi. Przygarniam wszystko, w związku z tym mieszkamy w ZOO...

3) Od wielu lat staczam nierówną walkę w moim prywatnym Kju (zdrobnienie od Kew Gardens ;) ) i naprawdę nie ma znaczenia, że to ja tam niby ustalam zasady. Ostatecznie i tak chwasty są górą...

4) Kocham moje Kju, kocham moje zwierzaki i kocham moje krzyżykowanie, ale od jakiegoś czasu mam ochotę na gorrrący rrromans... z szydełkiem lub innymi drutami. Narazie podziwiam, podziwiam a w duchu mnie ssie...

5) Nie pałam miłością do prac domowych gotuję jak muszę, a niestety muszę. Gdybym miała wybór: przerzucić tonę węgla lub ugotować obiad, wybrałabym węgiel...

6) Lubię odwiedzać SH. Budzi się we mnie instynkt łowcy. Poluję, a jak się uda upolować perełkę wychodzę z miną kota, który właśnie skonsumował własnołapnie złowioną mysz...

7) Generalnie nie przepadam za galeriami handlowymi i zakupami ciuchowymi za niebotyczne kwoty, ale... gdy mnie tak wpuścić do sklepu ogrodniczego tracę zdolność logicznego rozumowania ;) Bo chcę mieć i to! I to! O! I to też! O! A to takie pięęękne... kupię sobie!Ojej a tego jeszcze nie widzialam! O! A to ta nowość o której czytałam! O! A to u Evluka widziałam (Uwielbiam Twój Ogród kobieto weź ty jak człowiek załóż blog no 'natentychmiast' byś dostała wyróżnienie od 'mnię' ;) )
No wiec tak w skrócie to o ogrodach, roślinkach i grzebaniu w ziemi to ja mogę godzinami...

Nie wiem czy uda mi się nominować aż 16 blogów, ponieważ większość z tych, które chciałabym nominować już je posiada, bądź nie życzy sobie. Kilka jednak wskażę, nie zawsze robótkowe ;)

Makro
Rzeczpospolita Futrzasta
Siwa i Kotowie
Tayton (nie mogę dodać komentarza, mam nadzieje, ze to przeczytasz)
www.robotkowebajdurzenie.blogspot.com
www.marinaduch.blogspot.com

Powinnam wybrać jeszcze 10 ale poprostu nie potrafię. Wszedzie gdzie zaglądam takie wyróznienie już jest. Jeśli jednak do któregoś z blogów w moim pasku bocznym takie wyróżnienie nie dotarło, a ja to jakoś przeoczyłam, to bardzo proszę się częstować. Na te blogi zawsze warto!

A robótkowo?

Robótkowo wykańczam pewnego UFO-ka, albo on wykańcza mnie. Szczegóły kiedyś (bo nie jestem pewna czy 'wkrótce')

czwartek, 28 lipca 2011

Zwierzomyszoupiór

Leje, a jak wiadomo w czasie deszczu ludzie się nudzą. Z tej nudy to, panie, same kłopoty tylko!
Siedzi taka jedna i podlicza. Chleb tyle, szynka tyle, ziemniaki tyle, mąka tyle.
Jezzzuuuu a do pierwszego to jeszcze tyyyllleeee...
No i myszy. Bo jak są koty to musza być myszy . A myszy tyle. No matko kochana, najtańsza mysz (sztuczna, dla jasności) kupiona kotom kosztowała 3 złote. Kotow sztuk dwa. Mysz sztuk dwie również kupowane. Dla sprawiedliwości kociej. To daje 6 złociszy. Nie zawsze po 3 złote, czasem 4 czy nawet 5!. Taka statystyczna mysz starcza kotom na cirka 1 tydzień. Potem z takiej rzeczonej myszy pozostaje truchło straszące po nocach pijaczków klatkowych.

Podliczmy:

2 koty= 2 myszy x 4 tygodnie= 8 mysz x niechby 3 złote (m mój bobku gdzie mój kalkulator!)= straszna kwota wydana na niewątpliwa przyjemność kocią!
No dobra, bądźmy szczerzy, nie kupuję tych myszy co tydzień. Ale jakby nie patrzeć trza sobie uczciwie powiedzieć, że statystyczna mysz made in China starcza na 1 tydzień i ani godziny dłużej. Czasem nawet na kilka godzin krócej...

Deszcz, panie, do ogródka pan nie wyjdziesz. W prywatnym 'kju' jest teraz raj dla chwastów.
Leje.
Dla jasności leje już prawie miesiąc i szlag człowieka trzaska. Chodzi i obija się z kąta w kąt.
Wyciąga z zakamarków słodycze ( i zwykłe D zamienia się w 3D), jakieś tam książki (Marinina!) i włóczki...

Włóczki! Paaanieee! Włóczki, takie resztówki co to nie wiadomo co z nimi. Wyrzucić żal ( żeby nie powiedzieć "Żal.pl"), a co logicznego można zrobić z kłębka średnicy 5 cm?
MYSZ!
A MOŻE 2 MYSZY?????

Dobra, ustalmy.
Ma to być mysz pancerna, nie jakaś taka co na tydzień, o nie! Ma to być mysz co się kulom, o pardon, pazurom nie kłania! Ma to być mysz, która nie ucieknie w popłochu widząc wyszczerzone w jej stronę, przepiękne skądinąd ale jednak, kocie kiełki. Jednym słowem ma to być mysz CO_SIĘ_ZOWIE!

Taka przed którą legiony kocie klękać będą!
Taka, o którą bić się będą!
Taka, która mężnie stanie i powie: Za swą norę walczę i o nią krwią i blizną do ostatniej kropli będę przez (przynajmniej!) CAŁE DWA TYGODNIE (!) walczyć...

Drodzy Państwo!
Madame, Monsieur!
Ladies and Gentelman!

Przed Wami!

Don Kichote i Sanczo Pansa!

Maćko i Zbyszko z Mysiego Bogdańca!

Paaat i Paaataaaszzzoooooooonnnnnnnn!!!

Voila!



Ci, którzy liczyli na piękno, srodze się zawiedli. Ale jak wiadomo piękno chodzi swoimi drogami... a ponoć nie to ładne co ładne ale co się komu podoba...

Ci, którym przeznaczone było ustawili się w narożnikach:
Podanie, rzut wolny...


Jest !!! Ggggoooooollllllll!!!!!


Proszę Państwa co za akcja!Mysz ledwo żywa, ale walczy, walczy!
No proszę Państwa! No mamy szansę na awans! Kto wie, może i na finał?!
Proszę Państwa, proszę nas nie opuszczać. Proszę śledzić nas na naszych stronach internetowych, tu naprawdę wiele się może jeszcze zdarzyć!


P.S.1
Technika wykonania: Szydełko
Materiał: Resztki włóczki
Przepis: Ułańska fantazja (dlatego takie niepodobne ;) )
Czas wykonania: ok. 30 minut
Wypełnienie: jednorazowa sklepowa reklamówka
Zdolności (wielkich): Nie trzeba.
Głupawka wynikająca z nudy: Konieczna!!!

P.S. 2
Bardzo dziekuję za wszystkie wyróżnienia! Napiszę o nich w następnym poście! Kochani jesteście!

wtorek, 19 lipca 2011

Koniec z anonimowością!

Google Chrome! Oto lek na anonimowość z winy Bloggera!

Howgh!

Nareszcie...

środa, 13 lipca 2011

Budapeszt- przewodnik mocno subiektywny

Dziergaczo ciekawy:







Ciekawy pomysł na ścierki :




Muzeum Marcepanu w Setendre i cacuszka w całości zrobione z tegoż wlaśnie:



Straszny tam mają melanż architektoniczny. Stwierdziliśmy, ze Wegry sa państwem "prawie jak":
Architektonicznie prawie jak Wiedeń, i prawie jak czołowe miasta budowane w czasie panowania ZSRR.Dzieki temu jest równocześnie bardzo interesujące.

Prawie jak Brugia:


Prawie jak Grecja ;) (rosna tam figi a miasteczko Setendre jest taką miniaturką Grecji- piekne!!!)


Prawie jak Mekka (do grobu Gul Baby można pielgrzymować w zastępstwie pielgrzymki do Mekki)


Nie brakowało tez tam miejsc, ktore u każdego Polaka wywoływały uśmiech na twarzy (osoby wrazliwsze, oraz te, ktore nie ukończyły 18 lat uprasza sie o zamknięcie oczu) ;) ;) ;)

Co oni tam na bobka kochanego sprzedają w sklepach???? (zdjęcie robione przez szybę jadącego autokaru)


Jakiej jakości oni tam mają restauracje????


I co oni dodają extra do każdego kursu języka angielskiego ??? No powiedziałam Osobistemu, że sie zapiszę, wezmę sobie jednego bo wyjątkowo lubię ;)


Dodatkową atrakcją był przewodnik, rodowity Wegier. Miał on żonę Polkę i od niej nauczył się języka polskiego... Był on dość, powiedziałabym, specyficzny ;) Jak ktoś czytał Joanny Chmielewskiej "Wszystko czerwone" to zapewne zna detektywa Mudgaarda, który nauczył się języka polskiego z Biblii swojej Babki. Tworzył kwiatki w stylu "azaliż ta kobieta to wasza mać" lub "nader nieordynarny spożyły jad osoby nieżywe".
Nasz przewodnik mowił mniej wiecej tak : "I ta kupoła została zesłana na ziemię całkiem płasko, ale nikt nie umarł podczas budowy" Co znaczy ni mniej ni wiecej, że kopuła kościoła podczas budowy sie zawaliła, ale na szczęscie nikogo nie zabiła. I dalej: Ona była siostro króla była czwartego, co w wolnym tłumaczeniu znaczy, że córka Króla Wojciecha IV była siostrą zakonną ;) Abo dalej "ona zajmowała sie Z chorymi i zabijała wtedy cholera i linde ale to już Państwo wiecie" Za cholerę do teraz nie wiem co to mogło znaczyć ;) ;)
Nie wiedzieć czemu jak pan zaczynał mowić na twarzach turystów pojawiał się uśmiech od ucha do ucha ;) ale taki życzliwy, nie prześmiewczy ;) Bo tak naprawdę nasz przewodnik to bardzo fajny i sympatyczny pan. Każdemu polecam. Niezapomniane przeżycie ;) ;) ;)

W tym roku planowalismy Chorwację, ale jak to w życiu... Węgry były "Planem B". Od nas rzut beretką.

Nie powiem, całkiem całkiem.