Po tekście o MdDiUS, po raz kolejny obiecałem sobie, że już nigdy nie
będę zajmował się polityką. Obiecanki, to jednak - jak widać poniżej - cacanki, ale co począć,
gdy wokół dzieją się rzeczy, o których nie śniło się przyrodnikom? Jeżeli się jeszcze nie domyślacie, to podpowiem, że ponownie chodzi o
Puszczę Białowieską, ale tym razem w kontekście jej obecności na Liście
Światowego Dziedzictwa UNESCO.
Czym jest Lista zapewne wiecie, a jak nie, to bez
trudu wyszukacie sobie w sieci. Napiszę tylko, że obecność na niej jest
olbrzymią nobilitacją i zaszczytem dla każdego (prawie) kraju, więc większość państw robiło i robi wszystko,
żeby zaistnieć w tym elitarnym gronie. Dlaczego prawie i dlaczego większość, a nie wszystkie? Może
dlatego, że gdzieś w środku Europy znajduje się kraj, który jako jedyny ma
odmienne zdanie na ten temat i - przynajmniej jeżeli chodzi o ogólnie przyjęte zasady ochrony środowiska
naturalnego – od jakiegoś czasu konsekwentnie płynie pod prąd.
Lista Światowego Dziedzictwa obejmuje swoim zasięgiem wszystkie
kontynenty, ale – jak można się domyślać - nie wszystkie kraje. W Europie, spośród
46 państw, tylko połowa może się poszczycić przynależnością do tego wyjątkowego klubu, a i to posiadając zaledwie jeden lub dwa takie obiekty (wyjątkiem są Niemcy (5)
oraz Wielka Brytania i Włochy (po 4)). W Polsce (jeżeli pominiemy transgraniczne Pierwotne
Lasy Bukowe Karpat) mamy tylko jeden taki obszar, czyli właśnie Puszczę
Białowieską. Mamy nie oznacza jednak, że będziemy mieć po wsze czasy, co
zaczyna być coraz bardziej widoczne, gdy przeanalizuje się to, co dzieje się w
Puszczy i wokół niej.
Zacznijmy od tego, że Ministerstwo Środowiska w ogóle kwestionuje
legalność wpisania Puszczy na listę „przyrodniczą” i zabiega o nowy wpis, tym
razem w kategorii „kulturowo-przyrodniczej”, co umożliwi prowadzenie normalnej gospodarki
leśnej. Zamieszanie wokół Puszczy spowodowało, że w czerwcu ub. roku na jej terenie
pojawili się eksperci Międzynarodowej Unii Ochrony Przyrody. Sporządzony przez
nich raport stał się podstawą do wezwania Polski - przez obradujący właśnie w
Krakowie, Komitet Światowego Dziedzictwa UNESCO - do natychmiastowego
zaprzestania wycinki. Za wstrzymaniem wyrębu głosowali delegaci reprezentujący 138
państw, przeciwko zaś - Polska, Kazachstan i Azerbejdżan. Szczególnie cennym w
dyskusji był głos tego drugiego, czyli kraju, w którym głównym paliwem są
wysuszone odchody zwierząt, gdyż wskaźnik lesistości oscyluje tam wokół zera.
Co gorsza, jeżeli kolejny monitoring wykaże, że nasz
kraj nie zastosował się do uchwały Komitetu, Puszcza Białowieska może trafić na
tzw. Listę Dziedzictwa Zagrożonego, czyli po prostu Listę Wstydu. Tak na
marginesie, ten sam Komitet wyraził satysfakcję z powodu powiększenia obszaru
ochrony ścisłej po stronie białoruskiej.
Nie wiem, jak się to wszystko skończy, gdyż polski rząd
uważa, że nic się nie stało, a nawet jak się stało, to i tak racja jest po naszej stronie. Chcą umieścić
Puszczę na liście obiektów zagrożonych? To niech sobie umieszczają. Idą w świat informacje o tym,
że Polska w odróżnieniu od krajów afrykańskich, azjatyckich, czy nawet – tak często
wytykanej przez nas palcem – Białorusi, nie potrafi ochronić swojego,
najcenniejszego obiektu przyrodniczego? To niech sobie idą. Nie takie rzeczy o nas
pisali, a my jak ten Czarnecki do Poznania, albo jak Feniks z popiołów! Puszcza jest nasza i jak będziemy
chcieli, to wytniemy ją całą, na pohybel żubrom, przyrodnikom, głupim juneskom i w ogóle –
na pohybel wszystkim!
PS. Zainteresowanym puszczańskim
galimatiasem, polecam ten tekst: https://drive.google.com/file/d/0B6-oaYd8Um6KT3dIUzQzaklYVzA/view
PS. 2. Wiem, że znowu jelenie (a będzie
tego jeszcze więcej), ale co zrobić? Na ulubionym rozlewisku ciągle jeszcze pustawo, do
bukowiska szmat czasu, więc trzeba było poszukać czegoś, co pozwoliłoby przetrwać
to przeklęte lato i ... padło właśnie na nie :)




















